W „Urszulankach" straszy!

    Na placu Nankiera we Wrocławiu mieści ogromny gmach klasztoru sióstr Urszulanek UR połączonego ze szkołą, internatem i akademikiem. Budynek został wybudowany w XIII w.
Jestem uczennicą klasy pierwszej i gdy pierwszy raz przechodziłam przez korytarz św. Klary (było to na początku tego roku szkolnego) to poczułam się nieswojo. Pierwsza noc w internacie była dla mnie najgorszym przeżyciem. Dlaczego? Ponieważ ten klasztor jest bardzo stary, jego mury są zimne, za oknem rośnie wielkie drzewo, a obok jest tajemnicza klauzura i (co najgorsze) pod szkołą spoczywają świętej pamięci siostry. W nocy jest tu ciemno, przerażająco cicho, i tylko za oknem słychać wycie wiatru... Z biegiem czasu obiło mi się o uszy kilka historii o duchach. Chciałabym wam, niektóre z nich przybliżyć i te, które się da, wyjaśnić...
Wiele dziewczyn przeżyło tu różnego rodzaju pukania, szmery, itp. rzeczy. Rozmawiając z s. Ludmiłą dowiedziałam się, że wcześniej coś podobnego przydarzyło się jednej z nich. Słyszała ona, co jakiś czas pukanie - o określonej godzinie... Ustało ono dopiero, gdy zamówiła mszę za bliską jej osobę, która niedawno zmarła. Czyżby był to duch upominający się o modlitwę?..
  Innym razem, jedna z sióstr szła przez korytarz na drugim piętrze w klauzurze i zobaczyła postać ubraną na biało, która szła spokojnie nie wadząc nikomu. Możemy sobie tylko wyobrazić, jak przerażona była ta biedna zakonnica. Opowiedziała wszystko przełożonej i wtedy okazało się, że nie był to żaden duch tylko siostra w białym szlafroku. Podobno od tej pory w klauzurze jest zakaz chodzenia w białych szlafrokach. Podobna historia przytrafiła się innej mieszkance klasztoru. Pewnego wieczoru próbowała skupić się na modlitwie na chórze. Nagle zobaczyła sylwetkę wyłaniającą się z mroku i idącą w stronę wyjścia. Oczywiście myślała, że to duch. Okazało się jednak, że była to zakonnica modląca się na dole i było ją widać dopiero, gdy wstała..
Oprócz tych dwóch, budzących uśmiech anegdotek jest jeszcze kilka, których ja nie potrafię wytłumaczyć...
Pewnego dnia wpadła do mojego pokoju koleżanka nie na żarty przestraszona. Opowiedziała mi, co się jej przydarzyło. Było już późno, ale jej zostało jeszcze trochę nauki, więc została dłużej na studium. W pewnym momencie poszła się napić wody z dzbanka koło klauzury. Wracając poczuła, jak ktoś koło niej przebiega i ją popycha. Myślała, że to jedna z koleżanek, jednak, gdy się odwróciła usłyszała tylko gwizd, a przed oczami mignęły jej pastelowe kolory. Od kilku starszych uczennic dowiedziałam się o trochę starszych „przypadkach". Jedno niewytłumaczalne zjawisko przydarzyło się młodej „internistce". Pewnego razu została sama na trzy internaty. W środku nocy usłyszała harmider w klauzurze. Wyszła z pokoju, aby sprawdzić, co się dzieje. Jednak w tym momencie zatrzasnęły się za nią drzwi, wszystko inne umilkło, a ona nie mogła dostać się z powrotem do pokoju. Musiała spędzić noc w innym łóżku. Jakiejś innej nocy, gdy jeszcze tu nie było alarmu, jedna z dziewczyn zeszła zadzwonić na korytarz św. Klary. Wracając natknęła się na kobietę ubraną w długą, białą suknię, trzymającą w ręku świecę, a od jej osoby biła dziwna aura. Przerażona dziewczyna uciekła do góry.
Młoda siostra wspominała mi, że kilkanaście lat temu często miały tu miejsce takiego typu zdarzenia. Podobno wszystko umilkło, gdy zaczęto odprawiać msze za zmarłe, pochowane w tych murach osoby. Jak więc wytłumaczyć te opowieści? Może to wyobraźnia uczennic, a może nie...

Tosia Nejczyk